Święta - śmięta, czyli Gwiazdka w wydaniu Lysa i Kasa (Two-Shot)

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
22/12/2012 - #1 

 

Dalej tkwię w tematyce męskiej przyjaźni, ale tym razem zaprawionej świątecznym kilmatem, który wcale nie jest świąteczny. Może i z tym przynudzam, ale co mi tam, w najgroszym przypadku kogoś zanudzę.

Kastiel
    Zaczesał palcami kosmyki szafranowych włosów, które spiął gumką recepturką, wyrwaną uprzednio z jakiejś ulotki. Miał już serdecznie dość świątecznych porządków, choć dopiero je zaczynał. Owszem, mógł zabrać się za nie wcześniej, ale brak chęci przytłaczał go za każdym razem, kiedy spoglądał na nieumyte okno, czy pokrytą grubą warstwą tłuszczu kuchenkę.                   
    Między nogami przemknął mu Demon, przesuwając łapami miskę pełną mydlin, które zatańczyły niebezpiecznie na jej krawędzi. Kilka kropel zrosiło podłogę łazienki, mocząc przy tym i jego skarpetki.
    - Demon! – wrzasnął, kiedy tylko poczuł nieprzyjemne zimno na stopie. – Do pokoju, migiem!
    Pies skulił się nieznacznie, okazując tym samym skruchę, jednak wciąż pozostawał na miejscu ze smutnym spojrzeniem utkwionym w pana. Najwyraźniej nie miał zamiaru zostawiać go teraz samego, dlatego przysiadł na podłodze tuż obok niewielkiej kałuży mydlin, która zaczynała powoli rozlewać się po rowkach między kafelkami.
    - Szlag by to! – Czerwonowłosy zaczął nerwowo poszukiwać jakiejś szmatki.
    Chodził w te i z powrotem, bez żadnego pomyślunku, aż ponownie wdepnął w stróżkę wody, która zdążyła już wypełnić wgłębienia między wszystkimi kafelkami w pobliżu umywalki.
    - Szlag! – warknął ponownie.
    Zdenerwowany, bardziej na siebie niż na psa, wylał zawartość miski do wanny. Miał w nosie to, że pozostawił robotę niedokończoną. Kafelki, umyte czy nie, wciąż wyglądały tak samo. Ściągnął ze stóp przemoczone skarpety, krzywiąc się przy tym jak małe dziecko.
    - Widzisz, co zrobiłeś? – Zamachał nimi przed nosem psa, na co ten szczeknął radośnie. – Ale ci wesoło, co? – Posłał mu karcące spojrzenie.
    Przeszedł boso przez zalaną podłogę, odkładając jej wytarcie na później, jednak jego wrodzone lenistwo podsunęło mu znacznie lepszy pomysł. Wrzucił mokre skarpetki do pralki i wcisnął przycisk uruchamiający piec gazowy. Miał nadzieję, że ogrzewanie podłogowe poradzi sobie z łazienkową powodzią, w czasie kiedy on będzie oglądał kolejny odcinek losowo wybranego serialu. 
    Położył się na kanapie i nim zdążył wziąć do ręki pilota poczuł, że Demon również na nią wskoczył. Pies ułożył się u jego bosych stóp, grzejąc je przyjemnie ciepłem własnego ciała.
    - Dobra psina. – Podrapał go po szyi palcami stopy, na co pies zareagował cichym szczeknięciem.
    Zasnął jeszcze zanim zdążył zorientować się, w proponowanych przez stacje telewizyjne serialach.

Lysander
    W domu panowało przedświąteczne zamieszanie. Właściwie przypominał on teraz bardziej ul, po którym krzątają się nabzdyczone do granic możliwości osy. Wszyscy na siebie wpadali, potrącali się w przejściach, albo kłócili o podział obowiązków. Ojciec jak zawsze nie chciał sprzątać i ukrywał się gdzieś po kątach, Leo godzinami wykonywał jedną czynność, a matka nie opuszczała nawet kuchni.
    Podwyższony poziom stresu dawał jednak się we znaki wszystkim domownikom, a zwłaszcza jemu. Na nic bowiem piękny zapach żywej choinki, pierniczków i maminego ciasta, kiedy trzeba sprzątać. Cała atmosfera umykała mu wtedy gdzieś między brudnymi  ścierkami, środkami czystości i gumowymi rękawicami, których szczerze nienawidził.       
    Klęczał teraz na podłodze ze szczoteczką do zębów w ręku. Wszystko dlatego, że zdaniem Leo fugi wydawały się być niewystarczająco białe. Jego komentarz wygłoszony tonem znawcy rozpoczął rodzinną debatę, która w niedługim czasie przerodziła się w kłótnię o zasadność czyszczenia szczelin między kafelkami. Tylko dlaczego to właśnie on klęczał teraz na podłodze, próbując doczyścić te cholerne fugi?
    Przetarł czoło ramieniem, odgarniając z niego kilka mokrych od potu kosmyków włosów. Był już zmęczony i zgrzany, a co gorsza, nie widział żadnych efektów swojej pracy. Zrezygnowany wstał z klęczek i rozprostował dokładnie nogi, pocierając przy tym piekące kolana. Szczoteczka, którą szorował fugi wyglądała teraz nad wyraz żałośnie. Wszystkie jej włoski wyginały się dziwacznie na zewnątrz, a główka ledwo trzymała się trzonka. Wyrzucił ją do śmietnika, po czym zabrał się za wycieranie podłogi na sucho.
    - Skończyłeś już? – W drzwiach łazienki stał Leo.
    - Jak widać – odburknął jasnowłosy, nie podnosząc na niego wzroku.
    - Serio? – Zadziornie czarne brwi powędrowały nonszalancko ku górze. – Jakaś smuga pod wanną, czy mnie oczy mylą  – powiedział spokojnie i wycofał się z łazienki.
    Lysander, miał ochotę ukręcić mu łeb, ale zamiast tego, rzucił szmatą o podłogę i pobiegł w kierunku kuchni, wrzeszcząc:
    - Ma-mooo! Leo nic nie robi!

Kastiel
    Obudził się dopiero pod sam wieczór, kiedy Demon zeskoczył z kanapy, kopiąc go przy tym boleśnie w piszczel. Zanim zdążył na niego krzyknąć, wystraszony nagłym zrywem swojego pana pies uciekł z pokoju, szukając schronienia w kuchni. Czerwonowłosy rozmasował bolące miejsce dłońmi, mrucząc pod nosem słowa przekleństwa.
    Zlustrował pokój zmęczonym spojrzeniem, po czym zawiesił je na ekranie telewizora, który raził go teraz niemiłosiernie w oczy. Odwrócił od niego głowę, zmierzwił włosy i zaczął układać w myślach plan działania. Musiał koniecznie wziąć prysznic, mimo że nie miał najmniejszej ochoty podnosić się teraz z tapczanu.
    Odszukał w poduszkach kanapy pilota i wyłączył przyprawiające go o ból głowy urządzenie, ale kiedy tylko do jego uszu wdarła się niczym nieprzerywana cisza, włączył je ponownie. Nie chciał być otoczony nicością, wolał żeby w tle coś szumiało, żeby paliło się nikłe, migoczące światło monitora, dające dziwne poczucie bezpieczeństwa.
    Położył bose stopy na podłodze. Ciepło podgrzewanego parkietu zachęciło go do działania. Leniwie podniósł się z kanapy, ale mimo wszystko, zakręciło mu się w głowie. Westchnął ciężko, przetarł dłonią twarz, zupełnie tak jakby chciał ściągnąć z niej niewidzialną maskę i mlasnął dwukrotnie. Czuł się tak, jakby ktoś wyssał z niego całą energię, ale nie miał zamiaru poddawać się temu stanowi. Ruszył w kierunku łazienki, która zdawała się być teraz oddalona od salonu o całe lata świetlne.
    Ucieszył się z faktu, że podłoga zdążyła już wyschnąć, jednak znacznie mniej ucieszył go widok brudnej wanny. Mlasnął z niezadowolenia, kiedy przypomniał sobie, że nie spłukał jej po tym, jak wylał do niej mydliny. Przez chwilę przyglądał się ciemnemu osadowi wokół śnieżnobiałej wanny, myśląc o wszystkich czynnościach, jakich musiałby się podjąć, aby go usunąć aż w końcu uznał, że nie ma na to ochoty i woli wpierw coś zjeść.                                                                   
    Niechętnie ruszył stronę kuchni, gdzie czekał już jego niedoszły morderca, Demon. Po popołudniowej drzemce wydawał się być pełen energii, a przez to bardzo irytujący. Plątał się między jego nogami, wymierzając w nie bolesne uderzenia ogonem i zapierał się łapami o uda czerwonowłosego, uniemożliwiając mu tym samym dostanie się do lodówki.
    - Siad, pies! – warknął wreszcie, wskazując mu palcem miejsce obok miski.
    Demon ruszył we wskazane miejsce niechętnie z podkulonym nieco ogonem, jednak nie przestał skomleć. Czerwonowłosy zignorował to, jak również fakt, że pies finalnie nie usiadł, tylko zakręcił się wokół miski.
    - Dobra – powiedział bardziej do siebie niż do niego i zanurkował w jednej z szafek znajdujących się pod zlewem.
    Demon nie mógł opanować radości, kiedy usłyszał znajomy dźwięk przesypywania się suchej karmy, towarzyszący wyciąganiu jej z opakowania. Zaczął nerwowo przestępować z nogi na nogę, uruchamiając przy tym całą aparaturę odpowiedzialną za wytwarzanie śliny.
    - Wigilia dopiero jutro, ale znaj łaskę pana. – Wsypał do jego miski trochę karmy, a kiedy tylko ostatnie ziarnko znalazło się na jej dnie, pies zanurkował do niej głową.
    Czerwonowłosy otworzył lodówkę i w akompaniamencie głośnego chrupania Demona, zaczął przeglądać jej zawartość. Wyciągnął z niej masło, kawałek sera i część nadgryzionego już kabanosa. Westchnął ciężko na myśl o tym, że będzie musiał dokonać dodatkowych zakupów. Odwiedzanie sklepów w Wigilię uważał za misję samobójczą, a jednak jakimś cudem zawsze się jej podejmował, tak jakby nie potrafił zaplanować zapasów jedzenia na więcej niż trzy dni.
    - Szlag by to – warknął, biorąc porządny kęs kabanosa.

Lysander
    W pomieszczeniu pachniało przepięknie dopiero co upieczonymi piernikami, ale nawet one nie były wstanie uratować świątecznej atmosfery.
    - Co się dzieje? – Matka Lysandra spojrzała na niego spod przymrużonych powiek, kiedy ten wbiegł do kuchni, drąc się wniebogłosy.
    Chłopak w ogóle nie przejął się surowym wyrazem jej twarzy. Wiedział, że przybierała go zawsze, gdy nerwy brały nad nią górę, jedynie po to, aby go nastraszyć. W gruncie rzeczy nie nadawała się do utrzymywania dyscypliny w domu, od takich spraw był ojciec. Dlatego też, to właśnie ona stała się powierniczką wszystkich jego sekretów, ale i osobą, która wysłuchiwała wszelakich skarg i zażaleń.
    – Czy wy nie jesteście już za starzy na takie sprzeczki? Ciągle tylko się drzecie i drzecie. – Wycelowała w niego drewnianą łyżką, z której spłynęła gęsta, biała ciecz.
    - Mamo, chlapiesz. – powiedział rzeczowo Leo, opierając się jednocześnie o framugę kuchennych drzwi.
    Kobieta spojrzała na kilka drobnych plamek, którymi usiała już sporą część podłogi i zakręciła się wokół własnej osi, nanosząc na kafelki kilka dodatkowych kropek.
    - No pięknie – westchnęła, wkładając łyżkę z powrotem do miski pełnej płynnego lukru. – Lys, weź ścierkę i zetrzyj.
    Jasnowłosy skrzyżował ręce na piersiach i pokręcił przecząco głową. Nie miał zamiaru niczego wycierać, skoro zignorowano jego skargę.
    - Dlaczego ja? Niech Leo to zrobi – odpowiedział, wycofując się w stronę drzwi, ale szybko od nich odskoczył, kiedy nadział się plecami na palec brata.
    Ciemnowłosy wbił mu go między łopatki, robiąc przy tym minę grzecznego chłopczyka.  Młodszy z braci syknął cicho i posyłał starszemu nienawistne spojrzenie.
    - Nie pyskuj mamie, tylko posprzątaj – powiedział spokojnie Leo, wlepiając w niego niecierpliwe spojrzenie.
    - Niesprawiedliwość – bąknął pod nosem Lys, szukając ścierki w szafce pod zlewem.
    Kiedy już ją znalazł, okazało się, że była wilgotna i pachniała mokrym psem. Ujął ją w dwa palce, marszcząc przy tym nos, po czym zrzucił na ziemię, na którą upadła z nieprzyjemnym plaskiem. Po chwili zastanowienia stanął na niej kapciem i w ten sposób zaczął wycierać podłogę.
    - Nienawidzę świąt – wymamrotał, kiedy podczas zawziętego szorowania zgubił jeden z klapków i wpadł stopą prosto na mokrą ścierkę. – Nienawidzę!
    - Nie mów tak, kochanie – powiedziała matka, nakładając na pierniczki grubą warstwę lukru. – Święta to genialny czas, kiedy można się spotkać z rodziną i... Cholera jasna! – wrzasnęła nagle. – Kto zżarł głowę bałwankowi?!
    Trzymała w dłoni duże piernikowe ciastko, które przypominało kształtem dwie nałożone na siebie kule. Lysander spojrzał na brata, ale ten jedynie wzruszył ramionami.
    - Ta-too! – zawołał w końcu ciemnowłosy, a jego głos odbił się echem po całym domu.


Ostatnio edytowany przez Rabi (23/12/2012)

 

Gadatliwa Posty: 653
Offline
22/12/2012 - #2 

 

Nie, nie przynudzasz. Męska przyjaźń nie jest zbyt często opisywana na tym forum, a ja Ci dziękuję, że choć Ty to robisz. I wychodzi Ci to wspaniale.
Musiałam bardzo głupio wyglądać, wlepiając jak zahipnotyzowana wzrok w ekran monitora, dosłownie dwadzieścia centymetrów od niego. Nie nudziłam się, a wręcz przeciwnie - z każdym zdaniem tekst ciekawił mnie coraz bardziej.
A najbardziej chyba podobał mi się tu Lysander xD Ma-mooo! Leo nic nie robi! będzie mi teraz siedzieć w głowie, a ja będę śmiać się z tego jak idiotka xD
A Kas... <3 Sposób, w jaki go opisałaś mnie oczarował. To, jak wkurzał się na Demona albo próbował się rozbudzić... Świetnie, cudownie, genialnie i jeszcze jakoś tam! (Wybacz, ale jest prawie dwudziesta druga, a ja od wczoraj choruję i nie umiem wymyślić innych przysłówków)

A, i błędy. Znalazłam kilka podwójnych spacji, wypisze je, ale proszę powiedz mi, czy mam to robić zawsze. W sumie to nie są to super ekstra istotne błędy, więc nie musiałabym.

Podwyższony poziom stresu dawał jednak  się we znaki wszystkim domownikom...

...aż ponownie wdepnął w stróżkę wody, która zdążyła już wypełnić wgłębienia między  wszystkimi kafelkami w pobliżu umywalki.

Cała atmosfera umykała mu wtedy gdzieś między brudnymi  ścierkami, środkami czystości i gumowymi rękawicami, których szczerze nienawidził.

Wszystkie jej włoski wyginały się dziwacznie na zewnątrz, a  główka ledwo trzymała się trzonka.

- Szlag  by to – warknął, biorąc porządny kęs kabanosa.

Lysander  spojrzał na brata, ale ten jedynie wzruszył ramionami.

Szczoteczka, którą szorował fugi wyglądała teraz ndwyraz żałośnie.

Demon ruszył we wskazane miejsce niechętnie z podkulonym nieco ogonem, jednak nie przestał skomleć.

Tak troszeczkę mi nie pasuje. Może lepiej by było z nieco podkulonym ogonem?

I to wszystko. Wiesz już, że jestem przewrażliwiona na punkcie podwójnych spacji, więc nie gniewaj się, że się czepiam ;_;


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
22/12/2012 - #3 

 

Wiem "delicjo", właśnie siedzę i poprawiam błędy, bo sama doszukałam się kilku. Niestety, zdublowane spacje wyskakują mi za każdym razem, kiedy wrzucam tutaj tekst. Troszkę mnie to irytuje, ale takie życie. Pewnie robię coś nieumiejętnie.
Dziękuję za miłe słowa i za to, że jak zawsze czytasz. Podkluonego ogona nie zmienię, ale cała reszta rad jest na waglę złota!


Ostatnio edytowany przez Rabi (22/12/2012)

 

[Konto usunięte] Posty: 829
Offline
22/12/2012 - #4 

 


Ostatnio edytowany przez SlodkiFlirt (08/04/2013)

 

Nieśmiała Posty: 384
Offline
22/12/2012 - #5 

 

Hahaha, rozumiem ich doskonale. U mnie już od dwóch dni wszyscy dostają pierdolca, a jeszcze Wigilii nie ma. Rozbawiłaś mnie tym wrzaskiem Lysandra. Takie słodkie kłótnie a' la "Mamo,a Krzyś mi zabrał łopatkę!", urocze big_smile .
Ała! Gumka recepturka? Przecież one strasznie dużo włosów wyrywają! D:
Błędy już moje przedmówczynie wyłapały, więc ja już tutaj nie będę się niepotrzebnie wysilać. Sama więcej nie zauważyłam.
Pozdrawiam i ... Nie tak zapracowanych świąt. wink


 

Gadatliwa Posty: 780
Offline
22/12/2012 - #6 

 

To jest świetne! Opisujesz sytuacje, które zapewne dzieją się w wielu domach w okresie przedświątecznym. Mam nadzieję jednak, że chłopcy w końcu spędzą te święta w spokoju i wesołej atmosferze. wink
Czekam na część drugą i pozdrawiam. smile


 

Nowa Posty: 91
Offline
23/12/2012 - #7 

 

Czekam z niecierpliwością na drugą część. Opowiadanie jest bardzo ciekawe i wciąga. ^-^


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #8 

 

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się, że spodoba wam się tekst napisany na takim spontanie, zwłaszcza że jest o niczym. Postaram się dodać drugą część przed Wigilią, ale zobaczymy jak wyrobię się z czasem. W razie gdyby mi się nie udało, życzę wam wszystkim Wesołych Świąt i wszystkiego tego, czego sobie zażyczycie smile


 

Dobra koleżanka Posty: 2592
Online
23/12/2012 - #9 

 

Lysander w twoim tu szocie jakoś nie pasuje do tego, którego jako tako sobie wyobraziłam.
Podoba mi sam pomysł na szota związanego ze świętami, że aż wczoraj sama napisałam świąteczny kawałek.
Czekam na kolejną część z niecierpliwością.


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #10 

 

Wiedziałam, że pojawią się takie komentarze: Nie wyobrażam sobie Lysa robiącego to i tamto. Pisałam już kiedyś o tym przy swoim innym opowiadaniu. Lysander to człowiek, chodzi do toalety, ma pryszcze i zapewne poranne stojaki po przebudzeniu. Szok, prawda? Pewnie nie sypia też w wiktoriańskich ciuszkach, kłóci się z bratem (zwłaszcza, że nie podałam wieku chłopaków) i skarży się na niego mamie. "Okkkej", w grze widzimy go jako arystokratę, co to tylko bułkę przez bibułkę, ale dajcie spokój. Trzeba mieć naprawdę ograniczoną wyobraźnię, żeby nie wpaść na to, że w domu każdy, podkreślam KAŻDY zachowuje się nieco inaczej.  W jednym z odcinków Lys nawet wybiera się na plażę! Szał i szok w jednym!
Dobra, starczy, bo moja reakcja jest w tym momencie przesadzona. Chyba jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Chodzi mi tylko o to, że gdyby wszyscy mieli identyczną percepcję świat byłby strasznie nudnym miejscem.

Pytanie o to, dlaczego Lys czyścił fugi szczoteczką do zębów nieco mnie zdziwiło. Dlatego, że tak można je wyczyścić najdokładniej. Przecież nie napisałam, że robił to czyjąś szczoteczką. Wyjął sobie fabrycznie nową z opakowania, albo zabrał ją Leo dla zabawy.
Zarzut do braku rodziny Kasa jest inwalidą. Wszystko wyjaśnię w drugiej części.
@Amarantha, zanim napiszesz mi, że rozśmieszył cię jakiś błąd, najpierw sprawdź czy jest on błędem. Polecam słownik języka polskiego, najlepiej nie taki internetowy. Słowo pomyślunek istnieje.


Ostatnio edytowany przez Rabi (23/12/2012)

 

Zagubiona na korytarzu Posty: 17
Offline
23/12/2012 - #11 

 

A mnie bardzo podoba się twój Lysander, właśnie przez jego ludzki charakter. To że, ma wiktoriańskie ciuszki i trochę bardziej dżentelmeńskie podejście do paru spraw nie znaczy, że nie jest NORMALNYM nastolatkiem. Czekam na nexta "Świąt.." Pozdro  smile.


 

Nieśmiała Posty: 382
Offline
23/12/2012 - #12 

 

Zacznę od "błędów":

Kastiel

Między nogami przemknął mu demon, przesuwając łapami miskę pełną mydlin, które zatańczyły niebezpiecznie na jej krawędzi.

Demon, chyba z rozpędu zapomniałaś o wielkiej literze.

Pies skulił się w sobie, okazując tym samym skruchę, jednak wciąż pozostawał na miejscu ze smutnym spojrzeniem utkwionym w pana.

Tutaj pewnie się mylę, ale czy "skulenie się w sobie" jest widoczne? Skoro pies okazał skruchę, gest powinien być widoczny, więc ja napisałabym po prostu "skulił się, okazując tym samym skruchę".

Najwyraźniej nie miał zamiaru zostawiać go teraz samego, dlatego przysiadł na podłodze, tuż obok niewielkiej kałuży mydlin, która zaczynała powoli rozlewać się po rowkach między kafelkami.

Jako kosmetyczną poprawkę usunęłabym stąd przecinek przed "tuż". I tak jest ich dość w tym zdaniu i czyta się je ciężko.

Zasnął jeszcze zanim zdążył zorientować się, w proponowanych przez stacje telewizyjne serialach.

Zasnął, zanim jeszcze zdążył zorientować się w proponowanych przez stacje telewizyjne serialach. - Czy tak nie brzmiałoby to lepiej?

Lysander

Klęczał teraz na podłodze z szczoteczką do zębów w ręku.

Nie powinno być ze szczoteczką?

Szczoteczka, którą szorował fugi wyglądała teraz nadwyraz żałośnie.

nad wyraz

Kastiel

Przez chwilę przyglądał się ciemnemu osadowi wokół śnieżnobiałej wanny, myśląc o wszystkich czynnościach, jakich musiałby się podjąć, aby go usunąć aż w końcu uznał, że nie ma na to ochoty i woli wpierw coś zjeść.

Strasznie długie to zdanie, nie lepiej byłoby rozdzielić go na dwa oddzielne?

Zapewne większość z tego, co tu wypisałam błędami nie jest, możliwe też, że coś pominęłam.
Zdecydowanie bardziej podobały mi się fragmenty opisujące przygotowania oczami Kastiela. Dobrze oddałaś jego charakter, nie robiąc go równocześnie tak irytującym, jaki bywa w grze. Muszę przyznać, że takiego "domowego" Kastiela udałoby mi się polubić.
Co do części z Lysandrem, zgodzę się z Izi, nie przypomina on zbytnio tego oryginalnego, z gry. I zdaję sobie sprawę, że, jak to wyjaśniłaś, w domu każdy zachowuje się normalnie, jednak nie znaczy to że każdemu musi podobać się tak wyraźne podkreślenie tej normalności. Nie mam nic przeciwko opisywaniu postaci w ten sposób, ale tutaj Lys zmienia się niemal całkowicie.
Każdy inaczej interpretuje sobie daną postać i raczej nie ma potrzeby denerwować się komentarzami, które nie pokładają się z "naszą" wizją.


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #13 

 

Althee, dzięki za wyłapanie błędów smile Komentarz był skierowany do Amaranthy. Nie mam nic do tego, co napisała mi Izi, bo można kulturalnie zakomunikować, że coś tam komuś nie pasuje. Nerwy były spowodowane raczej tym, że zarzucono mi używanie słów, które nie istnieją, a cała reszta "popłynęła" już sama.
Nie będę toczyła dyskusji o to, jaki jest Lys, bo tak naprawdę nikt tego nie wie. Każdy postrzega go nieco inaczej, dlatego nie widzę sensu pisania o tym w komentarzach.

Dlatego ponownie, tym razem jaśniej, napiszę, że nie mam nic do tego, że komuś nie podoba się moja kreacja Lysa. Denerwuję się wtedy, kiedy ktoś pisze, że Lys jest inny, że nigdy by tego nie zrobił itd. Czy teraz wiadomo, o co mi chodzi?


 

Nieśmiała Posty: 382
Offline
23/12/2012 - #14 

 

Wobec tego przepraszam, komentarza Amaranthy tutaj nie ma, być może go usunęła, tak więc myślałam, że napisałaś to do Izi smile


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #15 

 

Nic nie szkodzi. Skorzystałam z większości Twoich rad, za które jestem bardzo, bardzo wdzięczna. Co do samej postaci Lysandra, zapragnęłam ukazać ją w nieco innym świetle, bo zawsze opisuję go mniej więcej podobnie. Wiedziałam, że może się to spotkać z różnym odbiorem, ale o to też czasami chodzi. wink
Koniec tej dyskusji, bo odciąga mnie od pisania kontynuacji. Chyba na dobre wybiłyście mnie z klimatu opowiadania, w który nie potrafię się ponownie wstrzelić.


 

Zagubiona na korytarzu Posty: 10
Offline
23/12/2012 - #16 

 

Haha świetne!  lol  Tak właśnie wyobrażam sobie Lysa i Kasa w okresie przedświątecznym  smile  Zdecydowanie mój ulubiony one-shot (lub też two-shot) Podziwiam Cię, wyobrażam sobie jak trudno jest wczuć się w ,,naszych" ukochanych chłopaków w tak nie typowej świątecznej wersji  wink
Wesołych świąt! big_smile


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
24/12/2012 - #17 

 

Chciałam dodać drugą część przed Wigilią, ale przez dyskusję w wątku i rozmowy na privie skończyłam dopiero teraz. Wyszło przydługo i pewnie znajdzie się tu masa błędów. Wybaczcie, ale godzina jest tak późna, że nie jestem w stanie ich wyłapać. Małe sprostowanie: To nie jest komedia, raczej okruchy życia. Wiem, że tytuł może sugerować coś innego.

Część druga

Kastiel   
    Wstał z samego rana w nadziei na to, że o tej porze w sklepach nie będzie kolejek. Jednak rzeczywistość po raz kolejny boleśnie uświadomiła go w tym, że jest albo naiwny, albo głupi. Osiedlowy sklep, do którego właśnie zmierzał, wyglądał teraz jak jeden z tych, jakie widuje się w wiadomościach zaraz po katastrofie. Był oblężony przez ludzi, którzy gorączkowo przeszukiwali półki, odpychali się łokciami, bądź chwytali w pośpiechu przypadkowe produkty. Długa na osiem metrów kolejka przypominała poskręcaną serpentynę, wijącą się między ciasno ustawionymi regałami.
    Przez chwilę stał przed sklepową szybą, zastanawiając się nad tym, czy warto poświęcać się dla kartonu mleka, kilku bułek i ketchupu. Perspektywa powrotu do domu wydała mu się nader kusząca, ale w obliczu faktu, że podjął trud opuszczenia mieszkania, jawiła się jako mało rozsądna. W końcu przeszedł przez dwa skrzyżowania, parokrotnie pośliznął się kontrolowanie na płytach chodnikowych, a nawet niechcący zatopił swojego glana w zaspie śnieżnej, kiedy zapatrzył się na wystawę sklepu muzycznego. Takie poświęcenie miało teraz pójść na marne?                                               
    Poczuł, że z zimna sztywnieją mu palce. Zacisnął dłonie w pięści i chuchnął w nie kilkakrotnie, jednak zabieg ten nie przyniósł żadnej ulgi. Mgiełka pary zostawiła jedynie niewielki ślad na sklepowej szybie, rozmazując tym samym obraz niezadowolonych klientów.  Zirytowany czerwonowłosy wsadził dłonie do kieszeni spodni i przygarbił się lekko, chowając głowę w ramionach. Wyglądał teraz jak zziębnięty gołąb, który przysiadł na cudzym parapecie.
    - Coś tam dają? – Usłyszał za sobą głos jakiejś starszej pani.
    Odruchowo wyciągnął dłonie z kieszeni i wyprostował sylwetkę. Nie miał pojęcia, że ktoś za nim stoi. W odbiciu szyby zobaczył sylwetkę starszej pani, ubranej w ciemnobrązowe futro. Jej siwe, sztywne włosy były spięte w niedbały kok, z którego wysypało się już klika pasem, przez co wyglądała na nieco zaniedbaną. Dopiero, kiedy odwrócił się w jej stronę zdał sobie sprawę z tego, że kobieta ma na sobie parę szarych adidasów, które nijak nie pasowały do całej reszty stroju.
    - Nie wiem, chyba nie – dopowiedział skonsternowany.
    Kobieta uśmiechnęła się do niego serdecznie, po czym wskazała na jedną z reklamówek trzymanych przez nią w dłoni.
    - Za rogiem mają pieczarki połowę taniej! – Zaśmiała się ukazując przy tym spore braki w uzębieniu.
    Nie wiedział jak ma na to zagregować. Mimowolnie rozdziawił usta i pokiwał kilkakrotnie głową. Nagle powrót do domu przestał mu się wydawać mało rozsądnym rozwiązaniem. Posłał kobiecie nieco wymuszony uśmiech i zaczął się wycofywać w stronę schodów. Poślizgnął się niezdarnie na jednym z oblodzonych stopni, kiedy ta nagle zaskrzeczała za nim:
    - Wesołych Świąt!
    W porę zdążył złapać się metalowej barierki, dzięki czemu tylko rozkraczył się niezgrabnie na zdradliwej ślizgawce. Pręt poręczy był lodowaty i nieprzyjemnie mokry, ale nie miało to teraz najmniejszego znaczenia. Oparł się o niego całym ciężarem, pozwalając fali gorąca przetoczyć się przez drżące jeszcze ciało, uspokoił nieco oddech i dopiero wtedy zszedł powoli na dół.
    - Wesołych Świąt – burknął pod nosem, wkładając piekące od zimna dłonie do kieszeni.

Lysander
    - Lysander, jeśli za pięć minut nie zobaczę cię na dole, będziesz się musiał gęsto tłumaczyć! – Krzyk ojca niósł się echem po całym domu.
    Był zdenerwowany faktem, że został podstępnie wywabiony ze swojej garażowej kryjówki, przez co musiał teraz pomagać w świątecznych przygotowaniach.
    - Zaraz zejdę! – jasnowłosy odkrzyknął mu bez entuzjazmu, jednocześnie zrzucając z siebie patchworkową kołdrę.
    Rozum nakazywał mu się pospieszyć, jednak ciało nie chciało w żaden sposób współpracować. Zastanowił się dokładnie nad tym, która z nóg jest tą prawą, po czym postawił ją na miękkim puchowym dywanie. Miał nadzieję, że dziecinny przesąd pomoże mu jakoś przetrwać ten dzień próby.
    Wyciągnął z szafki puchowy ręcznik i ruszył w stronę łazienki, w której utknął na dobrych kilkadziesiąt minut. Z rozkoszy gorącej kąpieli wyrwało go dopiero ostre pukanie do drzwi.
    - Lys, wyłaź! - Ucieszył się z faktu, że to właśnie Leo chce dostać się do środka.
    Zanurzył się  nieco głębiej w przyjemnie gorącej wodzie, pozostawiając na jej powierzchni jedynie część głowy poniżej nosa, po czym wpuścił z ust powietrze, które zamieniło się w wesołe bąbelki. Tymczasem pukanie nie ustawało, wręcz przeciwnie, stawało się jeszcze bardziej niecierpliwe. Mimo że bawił go fakt uprzykrzania życia bratu, nie potrafił się należycie odprężyć, kiedy słyszał tak irytujące bębnienie.                 
    Westchnął ciężko podczas wychodzenia z wanny, następnie wytarł się dokładnie ręcznikiem i zarzucił na nagie ciało długi czarny szlafrok. Wzdrygnął się, kiedy śliski materiał przywarł do jego skóry. Krzywiąc się z niezadwowolenia, wypuścił wodę z wanny, odczekał jeszcze dwie minuty nie robiąc kompletnie nic, po czym wpuścił brata do środka.
    - Przecież spieszyłem się jak mogłem – powiedział, zabierając mokry ręcznik z umywalki. - Trzeba było wstać wcześniej, a nie dobijać się ludziom do drzwi, kiedy się kąpią – prychnął niezadowolony, mijając brata w drzwiach.
    Zanim wyszedł usłyszał za sobą skargę ciemnowłosego, która przyprawiła go o błogi uśmiech na twarzy.
    - Saunę sobie urządził, całe lustro zaparowane!

Kastiel
    Wracając do domu stąpał bardzo ostrożnie, stawiając stopę za stopą. Uczucie gorąca spowodowane perspektywą upadku, a potem szaleńczą akcją ratunkową, powoli ustępowało. Palce rąk znowu zaczynały mu kostnieć. Zajęty ich rozmasowywaniem nie zauważył mężczyzny wychodzącego ze sklepu. Wyminął go w ostatniej chwili, tylko cudem unikając bliskiego spotkania z uliczną latarnią. Zamiast jednak przejąć się kolejnym niedoszłym wypadkiem, zwrócił uwagę na miejsce, z którego wyłonił się mężczyzna. Jeden z osiedlowych "wszystkosklepów" był teraz otwarty, a co ważniejsze, wolny od wszelakich kolejek.
    Wchodząc do środka czuł się jak samotny kowboj wkraczający do całkowicie pustej spelunki. Sklep wyglądał naprawdę obskurnie, ale oferował to czego akurat najbardziej potrzebował, spokój, ciszę i brak ludzi. Wziął do ręki mały plastikowy koszyk z naderwaną rączką i wrzucił do niego podstawowe racje żywnościowe w postaci słodyczy. W obliczu braku mleka i sera, czekoladowe batoniki i ptasie mleczko wydały mu się najlepszą alternatywą.
    Sięgnął też po czteropak złocistego napoju, uważnie przyglądając się minie ekspedientki. Najwyraźniej nie miała nic przeciwko, mimo że z całą pewnością nie wyglądał na pełnoletniego. Stała za ladą opierając się o nią łokciami, jakby chciała eksponować na niej nie towary, a własny bardzo obfity biust. Zerknął na niego podczas płacenia, dochodząc do wniosku, że znacznie bardziej lubi wypośrodkowane rozmiary, po czym przeniósł wzrok na sodę oczyszczoną, leżącą obok opakowania samonośnych rajstop.   
    Przez chwilę zastanawiał się nad logiką merchandisingu owego "wszystkosklepu", dochodząc do wniosku, że jak na to nie spojrzeć, nie potrafił jej nigdzie odnaleźć. Spakował zakupy do foliowej reklamówki, która z ledwością wytrzymywała ich ciężar i ruszył w kierunku wyjścia.
    - Wesołych Świąt – rzuciła mu na dowidzenia ekspedienta.
    Dźwięk tych słów sprawił, że drobne włoski na jego ramionach i karku zjeżyły się nieprzyjemnie. Ilekroć słyszał to zdanie, zaraz spotykało go jakieś nieszczęście, a on nie pragnął teraz niczego innego jak dnia pozbawionego wszelkich niemiłych niespodzianek.

Lysander
    - Kto miał nakryć stół? – zapytała zdenerwowana matka.
    Jej usta wyglądały teraz jak ciasno zasznurowane, a z twarzy biła niespotykana dla niej surowość. Złapała palcami materiał sukienki tuż w okolicach bioder, po czym zacisnęła dłonie w pięści, marszcząc swój idealnie wyprasowany strój.
    - Ojciec – powiedział spokojnie Leo. – Mamo gnieciesz sukienkę.
    Jego spokojny ton głosu sprawił, że zacisnęła palce na materiale jeszcze mocniej. Denerwował ją fakt, że jej własny syn zachowywał się tak beztrosko w obliczu nienakrytego jeszcze stołu. Powstrzymała się jednak od komentarza. Wypuściła z dłoni materiał sukienki, po czym ruszyła żwawym krokiem w stronę garażu.
    - Gdzie mama? – Lysander zasiadł przy stole i wlepił znudzony wzrok w brata.
    Zauważył, że Leo ubrał się całkiem zwyczajnie jak na świąteczną kolację. Ekstrawaganckie ubrania zastąpił białą koszulą i ciemnymi spodniami zaprasowanymi na kant. Zapewne chciał sprawić przyjemność rodzicom, którzy nie pochwalali jego zamiłowania do wiktoriańskich strojów. Przez chwilę zastanawiał się czy też nie powinien się przebrać, ale w końcu uznał, że błękitna koszula z ozdobnymi mankietami i tak zbyt długo czekała już na okazję do wyjęcia jej z szafy.
    - Poszła do pieczary ojca – odpowiedział spokojnie ciemnowłosy. – Lepiej poszukaj białego obrusu, bo będzie draka – rzucił w jego stronę, a sam uciekł z salonu.
    Jasnowłosy przekrzywił głowę na bok w wyrazie zdziwienia, przez co wyglądał teraz jak mały ciekawski ptaszek i właśnie w takiej pozycji zastali go rodzice.
    - No cudownie – cmoknęła matka. – Lys, czy ty naprawdę nie masz nic do roboty? Jeśli ci się nudzi, to zapraszam do kuchni. – Wystrzeliwała z siebie słowa jak z karabinu.
    Jasne loki podskakiwały wtedy od nadmiernej gestykulacji, a klatka piersiowa unosiła się stanowczo zbyt szybko. Początkowo ojciec chował się w cieniu jej pleców, jednak po namyśle obrał zupełnie inną strategię. Zaczął jej we wszystkim wtórować:
    - Właśnie. – Zrobił przy tym tak zabawnie poważną minę, że Lysander z trudem pohamował wybuch śmiechu.
    Podniósł ręce w poddańczym geście i ruszył w stronę kuchni, z której wydobywał się przepiękny zapach pieczonych pierników.

Kastiel
    - Nie patrz, Demon – powiedział do psa, kiedy ten uparcie opierał się łapami o kuchenny stół. – No dobra, patrz jak chcesz. – Pozwolił psu na powąchanie zapakowanej jeszcze w folię zabawki. – Tylko masz potem udawać zaskoczonego, bo dostaniesz to dopiero wieczorem.
    Pies wpatrywał się niego intensywnie dużymi, czarnymi oczami pełnymi niezrozumienia. Kiedy jednak uznał, że jego spojrzenie zostało zignorowane, postanowił wyrazić swoje zdziwienie w bardziej dosadny sposób. Zaczął przeraźliwie wyć.
    - Demon! – Czerwonowłosy tupnął nogą i schylił się na wysokość jego pyska – Czego nie zrozumiałeś w zdaniu "masz być zdziwiony", co? – zapytał, kładąc mu palec na nosie.
    Włożył gumową zabawkę do szuflady i kiedy usłyszał znajome pikanie, wydobywające się z mikrofali, zabrał się za przygotowywanie wigilijnej wieczerzy.
    Na największym talerzu położył dwa kawałki gorącej jeszcze pizzy, na najmniejszym wylądowały batoniki, średni pozostał pusty, bo nie potrafił znaleźć dla niego zastosowania. Chciał, żeby na stole znalazły się chociaż trzy potrawy, aby choć odrobinę przypominał on stół świąteczny, jednak jak zawsze oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością. W jedną rękę chwycił więc talerze, w drugą czteropak złocistego napoju i ruszył w kierunku salonu. Demon kilkakrotnie przeciął mu drogę, pobudzony smakowitym zapachem jedzenia.
    - Wyślę cię na tresurę, słowo daję – powiedział znudzonym tonem, stawiając wszystko na stole. – A jeszcze, nie daj Boże, zacznij dzisiaj gadać, to chyba wylądujesz na balkonie.
    Nawet gdyby Demon potrafił zrozumieć jego słowa i tak by ich nie słuchał. Był zbyt zajęty wpatrywaniem się w parujące jeszcze kawałki pizzy.
    - Niech zabłyśnie pierwsza gwiazdka. – Włączył telewizor i zabrał się za jedzenie świątecznych potraw w "towarzystwie" niezbyt urodziwej spikerki programu pierwszego.
    Wiedział, że za chwilę zadzwonią do niego rodzice, zadadzą mu mnóstwo pytań, na które w tym roku będzie mógł odpowiedzieć z czystym sumieniem. Przecież starał się posprzątać mieszkanie, przygotował wigilijny stół, potrawy, nawet zrobił prezent Demonowi, co zapewne uznają za bardzo zabawną anegdotę. Potem zapewnią go, że przyszłe święta spędzą na pewno razem, tak jak zapewniali go o tym co roku.

Lysander
    Był zażenowany faktem, że kazano mu śpiewać kolędy. Wszystko przez Leo, który zdradził dziadkom, że jasnowłosy jest wokalistą w szkolnym zespole. Zanim się zorientował stał już na środku pokoju, śpiewając smętną kolędę, w którą nie potrafił się nijak wpasować. Spojrzenia wszystkich gości były utkwione w jego osobie, a dodatkowo oczy ciotki Ruth zezowały co chwila w kierunku ekstrawaganckiej koszuli, w którą był ubrany. Śpiewał, a przynajmniej starał się, w myślach modląc się o to, żeby na niebie pojawiła się już pierwsza gwiazdka.
    Od "Anioła Pańskiego" wybawiła go mała Sophie, która klęcząc na taborecie przy oknie, wypatrywała na niebie jakiegokolwiek światełka. Rozradowana, złotowłosa pyza krzyknęła na całe gardło:
    - Pierwsza gwiazdka! – Zeskoczyła niezgrabnie z taboretu i zakręciła mały piruet.
    - Jaka szkoda –powiedział pod nosem Leo, odsuwając krzesło dla brata.
    Jasnowłosy nie miał jednak okazji na nim usiąść, bowiem w tej chwili wszyscy podnieśli się od stołu, rozpoczynając tym samym najbardziej znienawidzoną przez niego tradycję – dzielenie się opłatkiem. Przewrócił oczami, kiedy matka wepchnęła mu w dłoń kawałek białego przekleństwa. Teraz czekał go maraton obcałowywania się z krewnymi i procedura składania życzeń według wyuczonego już wzoru.
   Podczas łamania się opłatkiem padło kilka krępujących stwierdzeń. Życzono mu między innymi znalezienia dziewczyny, tudzież chłopaka, gdyż jak to podkreśliła jego matka, cała ich rodzina była bardzo tolerancyjna. Zresztą nie tylko ona sugerowała mu podobne rzeczy. Kilku innych krewnych mówiąc o znalezieniu sobie partnerki, mrugało do niego porozumiewawczo.
    - Zakładasz taką koszulę na spotkanie rodzinne, miesiąc wcześniej farbujesz włosy, dajesz się wciągnąć w śpiewanie kolęd na środku pokoju i nie masz dziewczyny – wyszeptał do niego Leo, udając że nachyla się w jego stronę po to, aby złożyć mu życzenia. - A potem się dziwisz, że poszła jakaś dziwna fama? – zapytał unosząc zawadiacko brwi, kiedy odrywał kawałek jego opłatka.
    Nie zdążył odpowiedzieć, bo ciemnowłosy zgrabnie przeszedł do składania życzeń ich matce, a chwilę później dziadek zarządził już początek wieczerzy. Choć nie miał na to najmniejszej ochoty, zasiadł za stołem wraz z resztą rodziny, czując na sobie wzrok wszystkich jej członków, zwłaszcza ciotki Ruth. Jak na złość jego matka powiedziała w tej chwili coś, co mogło i na pewno zostało odebrane jako dość dwuznaczne.
    - Szkoda, że twój kolega jednak nie zechciał spędzić z nami świąt.
    Lysander zatopił twarz w dłoniach, a kiedy usłyszał szyderczy śmiech brata, sprzedał mu pod stołem solidnego kopniaka.

Kastiel
    Poczuł w kieszeni irytującą wibrację telefonu. Demon natychmiast nadstawił spiczastych uszu i chwilę później zaczął szaleć po pokoju na dźwięk dzwonka, który uruchomił się z małym opóźnieniem. Biegał z kąta w kąt, podrzucając swoją nową zabawkę, która piszczała radośnie za każdym razem, gdy ściskał ją zębami.
   Czerwonowłosy był tak ociężały od obżarstwa, że z trudem wyciągnął telefon z kieszeni. Zmrużył oczy odczytując imię swojego rozmówcy.
    - Czego? – Przywitał się z jasnowłosym.
    - Rozumiem, że "Hoł, hoł, hoł, Wesołych Świąt", nie będzie w tym wypadku pożądanym powitaniem.
    - Odkładam słuchawkę – zagroził mu, choć w rzeczywistości wcale nie miał takiego zamiaru.
    Wolną ręką przyciszył telewizor, po czym sięgnął po puszkę złocistego napoju. Włożył ją między uda i kiedy uznał, że stoi na tyle stabilnie, aby móc oderwać od niej dłoń, otworzył ją z cichym sykiem.
    - Słyszę, że świętujesz. – Głos po drugiej stronie telefonu brzmiał teraz smutno.
    - Jak się nie ma co się lubi. A nie, zaraz, ja przecież mam. – Wziął głęboki łyk napoju.
    - Rozumiem, że jesteś już po rozmowie z rodzicami.
    W tym momencie na kanapę wskoczył Demon. Wypuścił z pyska zaślinioną zabawkę i zaczął ją toczyć nosem w stronę czerwonowłosego. Chłopak natychmiast wstał z tapczanu, uważając na to, żeby nie wylać przy tym piwa.
    - Ta jest. – Podszedł do okna, w odbiciu którego zarysował się jego ostry profil.
    Orzechowe oczy wyglądały dziwnie pusto, jakby obco. Pociągnął z puszki jeszcze kilka łyków, zastanawiając się nad tym, dlaczego właściwie odrzucił wcześniej zaproszenie Lysa. W tle słyszał roześmiane głosy jego rodziny, strzępki komentarzy na temat niezbyt trafionych prezentów.
    - Wpadnę do ciebie jutro. – Ta informacja sprawiła, że orzechowe oczy ponownie wypełniły się blaskiem.
    - Mieliście zostać u rodziców do końca tygodnia. – W tonie jego głosu rozbrzmiewała teraz radość, nad którą nie potrafił zapanować.
Przyłapał się nawet na tym, że zaczął z zadowoleniem spacerować wzdłuż pokoju i z powrotem.
    - O nie,  nie wytrzymam tu dłużej. Poczekaj chwilę. – Usłyszał jak za jego przyjacielem zamykają się drzwi. Dźwięki rozmów, które wcześniej słyszał w tle, całkowicie ucichły.
    Nie wiedział jak długo właściwie miał czekać, ale milczał dalej nasłuchując w ciszy. Odgłos przekręcanej klamki, ciche skrzypnięcie kolejnych drzwi, dźwięk zapalniczki. Wiedział już, że Lysander jest na balkonie.
    Uśmiechnął się do swojego odbicia w szybie okna, po czym sięgnął po paczkę papierosów z parapetu. Odpalił jednego z nich i, kiedy usłyszał, że Lysander zaciąga się dymem, zrobił to samo. Wszystko, nawet tak prozaiczna czynność jak ta, potrafiło nabrać zupełnie innego sensu, kiedy robili to razem.
    - Już mogę mówić – wymamrotał z papierosem w ustach. – Ale zimno.
    - Jest zima. – Zauważył inteligentnie czerwonowłosy.
    - Ależ ty masz dzisiaj cięty dowcip – Lysander jęknął z niezadowolenia.
    Potrafił go sobie teraz wyobrazić. Zapewne stał na balkonie oparty łokciami o balustradę, z płaszczem zarzuconym na ramiona. W jednej dłoni trzymał papierosa - jak najdalej od siebie, żeby rodzice nie poczuli później zapachu dymu.
    - Zawsze miałem, tylko nigdy go niedoceniałeś – zaśmiał się cicho pod nosem.
    - No, patrz, a teraz zaczynam i to tak bardzo, że będę z samego rana, żeby ci o tym powiedzieć. – Wyczuł w jego głosie nutę ironii, ale nie miał mu tego za złe. – Wiesz co Kas, nienawidzę świąt.
    Przez chwilę nie mówili nic, jednak panująca cisza nie była jedną z tych krępujących, a raczej kojących nerwy.
    - Trzeba być nienormalnym, żeby je lubić – powiedział w końcu czerwonowłosy.
    - Racja. – Usłyszał dźwięk świadczący o tym, że jasnowłosy dogasza właśnie papierosa.
    Ponownie skrzypnęły drzwi od balkonu.
    - Muszę do nich wracać inaczej mnie wydziedziczą. – Jeśli przez chwilę myślał, że przyjaciel skarżył się na święta po to, aby poprawić mu humor, to właśnie teraz zrozumiał, że niczego przed nim nie udawał.
    - A więc to taki rodzaj rodzicielskiej miłości. – Czerwonowłosy zaśmiał się głośno do słuchawki.
    - Kazali mi śpiewać kolędy. – Ponury ton głosu przyjaciela rozbawił go do reszty.
    - Więc jednak nie kochają cię wcale.
Usłyszał prychnięcie przyjaciela, a potem dźwięk otwieranych drzwi, zza których wylało się morze ludzkich głosów.
    - Będę z rana, z samego rana, Kas.
    -Lys…- zrobił krótką pauzę, zastanawiając się nad tym, czy wypada go o to prosić. - Weź jakieś żarcie, co?
    - Dobra – zaśmiał się do słuchawki i zerwał połączenie.
    Czerwonowłosy odstawił puszkę złotego trunku na parapet, po czym wsunął telefon do kieszeni spodni. Szybkim susem skoczył w stronę tapczanu, zabierając Demonowi sprzed nosa gumową zabawkę. Czuł, że wstąpił w niego dziwny rodzaj energii. Pies natychmiast zeskoczył na podłogę i przykucnął na tylnych łapach, zamiatając ogonem parkiet. Czerwonowłosy ścisnął w dłoniach zabawkę i zamachał nią przed nosem Demona.
    - Wiesz kto jutro przyjeżdża? Twój ulubiony dostawca butów do gryzienia. – Cisnął zabawką przez długość całego pokoju.
    Pies rozpoczął swój szaleńczy pościg niemal potykając się o własne łapy.
    W tym czasie czerwonowłosy rozłożył się wygodnie na kanapie. Zerknął na ekran telewizora, w którym po raz kolejny puszczali jakąś świąteczną komedię, po czym przeniósł wzrok na elektroniczny zegar. Było już po północy. Wigilia minęła, a on nie potrafił wyobrazić sobie jej lepszego końca.
    - Święta-śmięta – wymamrotał, gasząc pilotem telewizor.


Ostatnio edytowany przez Rabi (18/01/2013)

 

Gadatliwa Posty: 780
Offline
24/12/2012 - #18 

 

Ten two-shot jest niesamowity! Właśnie tak wyobrażałam sobie wigilię chłopaków. Chociaż trochę mi smutno, że Kas nie spędził jej z Lysem. Ale za to ta bieganina w domu białowłosego odzwierciedla sytuacje z mojego życia, tyle że u mnie jest jeszcze gorzej...
Ale i tak jest świetne. Wesołych Świąt i szampańskiej zabawy w Sylwesrta! smile


 

Gadatliwa Posty: 653
Offline
24/12/2012 - #19 

 

Pięknie opisałaś Kastiela. Byłam w stanie wyobrazić sobie dosłownie wszystko, co robił. Jak stał zmieszany przed sklepem, jak pokazywał Demonowi zabawkę, którą mu kupił, i jak otwierał puszkę, gdy rozmawiał z Lysem. Świetnie to wszystko opisałaś.
Nie dziwię się Lysandrowi. Ja, na całe szczęście, w domu nie mam takiego zamieszania, ale spokojnie mogę stwierdzić, że nie jest to dla wszystkich przyjemne xD
No więc, mówiąc krótko:
Twoje opisy są genialne, a w bohaterach chyba się zakochałam *.*

Małe błędy, które znalazłam:

- Gdzie mama? – Lyander zasiadł przy stole i wlepił znudzony wzrok w brata.

Lysander.

– Czego nie zrozumiałeś w zdaniu "masz być zdziwiony", co? – zapytał, kładąc mu palec na nosie.

Tu chyba zapomniałaś przecinka.

- Wyślę cie na tresurę, słowo daję – powiedział znudzonym tonem, stawiając wszystko na stole.

Cię.

Kilu innych krewnych mówiąc o znalezieniu sobie partnerki, mrugało do niego porozumiewawczo.

Kilku.


 

[Konto usunięte] Posty: 829
Offline
24/12/2012 - #20 

 


Ostatnio edytowany przez SlodkiFlirt (08/04/2013)

 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
24/12/2012 - #21 

 

Dziękuję wam bardzo za miłe komentarze, a przede wszystkim za wyłapywanie błędów. Tak bardzo chciałam zdążyć z pisaniem przed Wigilią, że zakończyłam tego shota dopiero o drugiej nad ranem, a do trzeciej poprawiałam błędy. Kiedy mama obudziła mnie o szóstej, oznajmiając mi że mam w tym roku stanąć w kolejce za chlebem, miałam ochotę wyć do księżyca.  Teraz wiem, że było warto, bo dzisiaj pewnie napisałabym to zupełnie inaczej.

Dzięki za wyłapanie wszelkich błędów. Pisanie o późnej porze jednak nie jest dla mnie, bo literki skaczą mi po ekranie. Powinnam była zaczekać do rana, sprawdzić tekst ponownie i dopiero wtedy go dodać. Nie zrobiłam tego, dlatego co chwila wracam do komputera, czytam go na nowo i wyłapuję nowe paskudy, choć pewnie wszystkich i tak nie unicestwię.

Powiem wam szczerze, że pisanie o przyjaźni chłopców bardzo przypadło mi do gustu, jednak narracja w trzeciej osobie mnie boli – jest ciężka i wymagająca, a ja średnio się na niej znam. Z jednej strony daje większe możliwości, z drugiej, przez ogrom tychże możliwości, gubię się w niej jak dziecko we mgle. Dla przykładu ten two-shot miał mieć z cztery strony w wordzie, a rozrósł się do… sama nie wiem ilu, bo nie łączyłam go jeszcze w całość. Biję więc pokłony przed wszystkimi pisarzami na tym forum i nie tylko, którzy piszą teksty właśnie w takiej narracji. Jesteście genialni. Amen.


Ostatnio edytowany przez Rabi (24/12/2012)

 

Dobra koleżanka Posty: 2143
Offline
24/12/2012 - #22 

 

Uwielbiam narrację trzecioosobową, gdyż tak, jak Ty się w niej gubisz, ja się gubię w narracji pierwszoosobowej.
      Nie wyłapałam literówek, może dlatego, że zajęta byłam śmianiem się i zakochiwaniem się w Twoim stylu. Piszesz pięknie, naprawdę, jestem pod wrażeniem i zazdroszczę. ;w;
      Gdybym chociaż trochę pisała tak, jak Ty...
      Życzę Ci Wesołych Świąt i dalszego rozwijania się jako pisarka. Jesteś naprawdę świetna, chciałabym robić tak dobre opisy, jak Ty.
      Wesołego zżerania butów Lysiowi, Demon~


 

[Konto usunięte] Posty: 2087
Offline
24/12/2012 - #23 

 

Ten two-shot wyszedł Ci pięknie. Po prostu wyobrażałam sobie każdą chwilę. Kastiel i Lys nienawidzący świąt. Po prostu... Brak mi słów, aby opisać moją radość z przeczytania tego tekstu. Świetnie opisałaś uczucia Lysa i Kastiela. Bardzo mi się to podobało, że aż przeżywałam chwile, jak Kas i Lys byli smutni.
Życzę Ci Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku :3


 

Plotkara Posty: 876
Offline
24/12/2012 - #24 

 

Nie będzie to dla Ciebie zdziwieniem, jeśli powiem, że sprawiasz, iż zachwycam się Twoją twórczością. Jako że mamy Gwiazdkę, mogę słodzić i mlaskać do woli. To było takie pyszne! Chłopcy tacy naturalni! Miałam wrażenie, że samo tworzenie przyszło Ci z niesamowitą lekkością, bo czytało się równie lekko i przyjemnie. Podoba mi się Twoja kreacja bohaterów. Ich zachowania są takie naturalne, że aż nie sposób się z nimi nie utożsamić. Przygotowania do świąt w domu Lysandra przypomniały mi moje z przed kilku lat, kiedy mamę drażniło niemalże wszystko, i pomijam tu już całkowicie fakt, że te przygotowania w moim wykonaniu polegały na zaleganiu przed telewizorem.
No nic, nie będziemy się rozczulać nad moimi wspomnieniami... Bardzo mi się podobało. Samotność Kastiela sprawiła, że miałam ochotę przygarnąć go do cycka i nafaszerować świątecznymi wypiekami. Biedny Kas...
Zarówno chłopakom (co jest raczej nienormalne) jak i Tobie (po raz kolejny) życzę wszystkiego, czego tylko sobie "zamanisz". No i co by świąteczne kalorie można było zamieść pod dywan. Wesołych. smile


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
25/12/2012 - #25 

 

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze smile
@Rukson, na Ciebie jestem zła, bo skasowałaś swoje opowiadanie pt. "Likorys", kiedy byłam w trakcie jego czytania. Genialna Rabi przeczytała pierwsze rozdziały i chyba jeden z ostatnich, kiedy była mowa o sukience i balu (albo zmyślam, bo czytałam wiele opek i mi się chrzani ^^'wink. Ale dobra, już nie marudzę. Zazdroszczę ci umiejętności pisania w trzeciej osobie <3. A w moim stylu radzę się nie zakochiwać, bo to zmienna bestia jest, bardzo niewdzięczna. Zalicza góry i doliny =_='
@Cyzia14, no po prostu dzięki. Same superlatywy, że aż micha się cieszy i uszy klaszczą z radości. X)
Przez jakiś czas nie zaglądałam do tego wątku, dlatego tym bardziej się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam posta od Ciebie, Nallo. Jednak żyjesz i zaglądasz tutaj czasem. Bardzo się z tego faktu cieszę. Zabraniam przygarniania Kasa do cycka, bowiem ta czerwonowłosa małpa należy do wszystkich po trochu i zawłaszczać jej nie można! Mam nadzieję, że wrócisz do nas niedługo i sama napiszesz o nim jakiś ciekawy rozdział.