Święta - śmięta, czyli Gwiazdka w wydaniu Lysa i Kasa (Two-Shot)

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
22/12/2012 - #1 

 

Dalej tkwię w tematyce męskiej przyjaźni, ale tym razem zaprawionej świątecznym kilmatem, który wcale nie jest świąteczny. Może i z tym przynudzam, ale co mi tam, w najgroszym przypadku kogoś zanudzę.

Kastiel
    Zaczesał palcami kosmyki szafranowych włosów, które spiął gumką recepturką, wyrwaną uprzednio z jakiejś ulotki. Miał już serdecznie dość świątecznych porządków, choć dopiero je zaczynał. Owszem, mógł zabrać się za nie wcześniej, ale brak chęci przytłaczał go za każdym razem, kiedy spoglądał na nieumyte okno, czy pokrytą grubą warstwą tłuszczu kuchenkę.                   
    Między nogami przemknął mu Demon, przesuwając łapami miskę pełną mydlin, które zatańczyły niebezpiecznie na jej krawędzi. Kilka kropel zrosiło podłogę łazienki, mocząc przy tym i jego skarpetki.
    - Demon! – wrzasnął, kiedy tylko poczuł nieprzyjemne zimno na stopie. – Do pokoju, migiem!
    Pies skulił się nieznacznie, okazując tym samym skruchę, jednak wciąż pozostawał na miejscu ze smutnym spojrzeniem utkwionym w pana. Najwyraźniej nie miał zamiaru zostawiać go teraz samego, dlatego przysiadł na podłodze tuż obok niewielkiej kałuży mydlin, która zaczynała powoli rozlewać się po rowkach między kafelkami.
    - Szlag by to! – Czerwonowłosy zaczął nerwowo poszukiwać jakiejś szmatki.
    Chodził w te i z powrotem, bez żadnego pomyślunku, aż ponownie wdepnął w stróżkę wody, która zdążyła już wypełnić wgłębienia między wszystkimi kafelkami w pobliżu umywalki.
    - Szlag! – warknął ponownie.
    Zdenerwowany, bardziej na siebie niż na psa, wylał zawartość miski do wanny. Miał w nosie to, że pozostawił robotę niedokończoną. Kafelki, umyte czy nie, wciąż wyglądały tak samo. Ściągnął ze stóp przemoczone skarpety, krzywiąc się przy tym jak małe dziecko.
    - Widzisz, co zrobiłeś? – Zamachał nimi przed nosem psa, na co ten szczeknął radośnie. – Ale ci wesoło, co? – Posłał mu karcące spojrzenie.
    Przeszedł boso przez zalaną podłogę, odkładając jej wytarcie na później, jednak jego wrodzone lenistwo podsunęło mu znacznie lepszy pomysł. Wrzucił mokre skarpetki do pralki i wcisnął przycisk uruchamiający piec gazowy. Miał nadzieję, że ogrzewanie podłogowe poradzi sobie z łazienkową powodzią, w czasie kiedy on będzie oglądał kolejny odcinek losowo wybranego serialu. 
    Położył się na kanapie i nim zdążył wziąć do ręki pilota poczuł, że Demon również na nią wskoczył. Pies ułożył się u jego bosych stóp, grzejąc je przyjemnie ciepłem własnego ciała.
    - Dobra psina. – Podrapał go po szyi palcami stopy, na co pies zareagował cichym szczeknięciem.
    Zasnął jeszcze zanim zdążył zorientować się, w proponowanych przez stacje telewizyjne serialach.

Lysander
    W domu panowało przedświąteczne zamieszanie. Właściwie przypominał on teraz bardziej ul, po którym krzątają się nabzdyczone do granic możliwości osy. Wszyscy na siebie wpadali, potrącali się w przejściach, albo kłócili o podział obowiązków. Ojciec jak zawsze nie chciał sprzątać i ukrywał się gdzieś po kątach, Leo godzinami wykonywał jedną czynność, a matka nie opuszczała nawet kuchni.
    Podwyższony poziom stresu dawał jednak się we znaki wszystkim domownikom, a zwłaszcza jemu. Na nic bowiem piękny zapach żywej choinki, pierniczków i maminego ciasta, kiedy trzeba sprzątać. Cała atmosfera umykała mu wtedy gdzieś między brudnymi  ścierkami, środkami czystości i gumowymi rękawicami, których szczerze nienawidził.       
    Klęczał teraz na podłodze ze szczoteczką do zębów w ręku. Wszystko dlatego, że zdaniem Leo fugi wydawały się być niewystarczająco białe. Jego komentarz wygłoszony tonem znawcy rozpoczął rodzinną debatę, która w niedługim czasie przerodziła się w kłótnię o zasadność czyszczenia szczelin między kafelkami. Tylko dlaczego to właśnie on klęczał teraz na podłodze, próbując doczyścić te cholerne fugi?
    Przetarł czoło ramieniem, odgarniając z niego kilka mokrych od potu kosmyków włosów. Był już zmęczony i zgrzany, a co gorsza, nie widział żadnych efektów swojej pracy. Zrezygnowany wstał z klęczek i rozprostował dokładnie nogi, pocierając przy tym piekące kolana. Szczoteczka, którą szorował fugi wyglądała teraz nad wyraz żałośnie. Wszystkie jej włoski wyginały się dziwacznie na zewnątrz, a główka ledwo trzymała się trzonka. Wyrzucił ją do śmietnika, po czym zabrał się za wycieranie podłogi na sucho.
    - Skończyłeś już? – W drzwiach łazienki stał Leo.
    - Jak widać – odburknął jasnowłosy, nie podnosząc na niego wzroku.
    - Serio? – Zadziornie czarne brwi powędrowały nonszalancko ku górze. – Jakaś smuga pod wanną, czy mnie oczy mylą  – powiedział spokojnie i wycofał się z łazienki.
    Lysander, miał ochotę ukręcić mu łeb, ale zamiast tego, rzucił szmatą o podłogę i pobiegł w kierunku kuchni, wrzeszcząc:
    - Ma-mooo! Leo nic nie robi!

Kastiel
    Obudził się dopiero pod sam wieczór, kiedy Demon zeskoczył z kanapy, kopiąc go przy tym boleśnie w piszczel. Zanim zdążył na niego krzyknąć, wystraszony nagłym zrywem swojego pana pies uciekł z pokoju, szukając schronienia w kuchni. Czerwonowłosy rozmasował bolące miejsce dłońmi, mrucząc pod nosem słowa przekleństwa.
    Zlustrował pokój zmęczonym spojrzeniem, po czym zawiesił je na ekranie telewizora, który raził go teraz niemiłosiernie w oczy. Odwrócił od niego głowę, zmierzwił włosy i zaczął układać w myślach plan działania. Musiał koniecznie wziąć prysznic, mimo że nie miał najmniejszej ochoty podnosić się teraz z tapczanu.
    Odszukał w poduszkach kanapy pilota i wyłączył przyprawiające go o ból głowy urządzenie, ale kiedy tylko do jego uszu wdarła się niczym nieprzerywana cisza, włączył je ponownie. Nie chciał być otoczony nicością, wolał żeby w tle coś szumiało, żeby paliło się nikłe, migoczące światło monitora, dające dziwne poczucie bezpieczeństwa.
    Położył bose stopy na podłodze. Ciepło podgrzewanego parkietu zachęciło go do działania. Leniwie podniósł się z kanapy, ale mimo wszystko, zakręciło mu się w głowie. Westchnął ciężko, przetarł dłonią twarz, zupełnie tak jakby chciał ściągnąć z niej niewidzialną maskę i mlasnął dwukrotnie. Czuł się tak, jakby ktoś wyssał z niego całą energię, ale nie miał zamiaru poddawać się temu stanowi. Ruszył w kierunku łazienki, która zdawała się być teraz oddalona od salonu o całe lata świetlne.
    Ucieszył się z faktu, że podłoga zdążyła już wyschnąć, jednak znacznie mniej ucieszył go widok brudnej wanny. Mlasnął z niezadowolenia, kiedy przypomniał sobie, że nie spłukał jej po tym, jak wylał do niej mydliny. Przez chwilę przyglądał się ciemnemu osadowi wokół śnieżnobiałej wanny, myśląc o wszystkich czynnościach, jakich musiałby się podjąć, aby go usunąć aż w końcu uznał, że nie ma na to ochoty i woli wpierw coś zjeść.                                                                   
    Niechętnie ruszył stronę kuchni, gdzie czekał już jego niedoszły morderca, Demon. Po popołudniowej drzemce wydawał się być pełen energii, a przez to bardzo irytujący. Plątał się między jego nogami, wymierzając w nie bolesne uderzenia ogonem i zapierał się łapami o uda czerwonowłosego, uniemożliwiając mu tym samym dostanie się do lodówki.
    - Siad, pies! – warknął wreszcie, wskazując mu palcem miejsce obok miski.
    Demon ruszył we wskazane miejsce niechętnie z podkulonym nieco ogonem, jednak nie przestał skomleć. Czerwonowłosy zignorował to, jak również fakt, że pies finalnie nie usiadł, tylko zakręcił się wokół miski.
    - Dobra – powiedział bardziej do siebie niż do niego i zanurkował w jednej z szafek znajdujących się pod zlewem.
    Demon nie mógł opanować radości, kiedy usłyszał znajomy dźwięk przesypywania się suchej karmy, towarzyszący wyciąganiu jej z opakowania. Zaczął nerwowo przestępować z nogi na nogę, uruchamiając przy tym całą aparaturę odpowiedzialną za wytwarzanie śliny.
    - Wigilia dopiero jutro, ale znaj łaskę pana. – Wsypał do jego miski trochę karmy, a kiedy tylko ostatnie ziarnko znalazło się na jej dnie, pies zanurkował do niej głową.
    Czerwonowłosy otworzył lodówkę i w akompaniamencie głośnego chrupania Demona, zaczął przeglądać jej zawartość. Wyciągnął z niej masło, kawałek sera i część nadgryzionego już kabanosa. Westchnął ciężko na myśl o tym, że będzie musiał dokonać dodatkowych zakupów. Odwiedzanie sklepów w Wigilię uważał za misję samobójczą, a jednak jakimś cudem zawsze się jej podejmował, tak jakby nie potrafił zaplanować zapasów jedzenia na więcej niż trzy dni.
    - Szlag by to – warknął, biorąc porządny kęs kabanosa.

Lysander
    W pomieszczeniu pachniało przepięknie dopiero co upieczonymi piernikami, ale nawet one nie były wstanie uratować świątecznej atmosfery.
    - Co się dzieje? – Matka Lysandra spojrzała na niego spod przymrużonych powiek, kiedy ten wbiegł do kuchni, drąc się wniebogłosy.
    Chłopak w ogóle nie przejął się surowym wyrazem jej twarzy. Wiedział, że przybierała go zawsze, gdy nerwy brały nad nią górę, jedynie po to, aby go nastraszyć. W gruncie rzeczy nie nadawała się do utrzymywania dyscypliny w domu, od takich spraw był ojciec. Dlatego też, to właśnie ona stała się powierniczką wszystkich jego sekretów, ale i osobą, która wysłuchiwała wszelakich skarg i zażaleń.
    – Czy wy nie jesteście już za starzy na takie sprzeczki? Ciągle tylko się drzecie i drzecie. – Wycelowała w niego drewnianą łyżką, z której spłynęła gęsta, biała ciecz.
    - Mamo, chlapiesz. – powiedział rzeczowo Leo, opierając się jednocześnie o framugę kuchennych drzwi.
    Kobieta spojrzała na kilka drobnych plamek, którymi usiała już sporą część podłogi i zakręciła się wokół własnej osi, nanosząc na kafelki kilka dodatkowych kropek.
    - No pięknie – westchnęła, wkładając łyżkę z powrotem do miski pełnej płynnego lukru. – Lys, weź ścierkę i zetrzyj.
    Jasnowłosy skrzyżował ręce na piersiach i pokręcił przecząco głową. Nie miał zamiaru niczego wycierać, skoro zignorowano jego skargę.
    - Dlaczego ja? Niech Leo to zrobi – odpowiedział, wycofując się w stronę drzwi, ale szybko od nich odskoczył, kiedy nadział się plecami na palec brata.
    Ciemnowłosy wbił mu go między łopatki, robiąc przy tym minę grzecznego chłopczyka.  Młodszy z braci syknął cicho i posyłał starszemu nienawistne spojrzenie.
    - Nie pyskuj mamie, tylko posprzątaj – powiedział spokojnie Leo, wlepiając w niego niecierpliwe spojrzenie.
    - Niesprawiedliwość – bąknął pod nosem Lys, szukając ścierki w szafce pod zlewem.
    Kiedy już ją znalazł, okazało się, że była wilgotna i pachniała mokrym psem. Ujął ją w dwa palce, marszcząc przy tym nos, po czym zrzucił na ziemię, na którą upadła z nieprzyjemnym plaskiem. Po chwili zastanowienia stanął na niej kapciem i w ten sposób zaczął wycierać podłogę.
    - Nienawidzę świąt – wymamrotał, kiedy podczas zawziętego szorowania zgubił jeden z klapków i wpadł stopą prosto na mokrą ścierkę. – Nienawidzę!
    - Nie mów tak, kochanie – powiedziała matka, nakładając na pierniczki grubą warstwę lukru. – Święta to genialny czas, kiedy można się spotkać z rodziną i... Cholera jasna! – wrzasnęła nagle. – Kto zżarł głowę bałwankowi?!
    Trzymała w dłoni duże piernikowe ciastko, które przypominało kształtem dwie nałożone na siebie kule. Lysander spojrzał na brata, ale ten jedynie wzruszył ramionami.
    - Ta-too! – zawołał w końcu ciemnowłosy, a jego głos odbił się echem po całym domu.


Ostatnio edytowany przez Rabi (23/12/2012)

 

Gadatliwa Posty: 653
Offline
22/12/2012 - #2 

 

Nie, nie przynudzasz. Męska przyjaźń nie jest zbyt często opisywana na tym forum, a ja Ci dziękuję, że choć Ty to robisz. I wychodzi Ci to wspaniale.
Musiałam bardzo głupio wyglądać, wlepiając jak zahipnotyzowana wzrok w ekran monitora, dosłownie dwadzieścia centymetrów od niego. Nie nudziłam się, a wręcz przeciwnie - z każdym zdaniem tekst ciekawił mnie coraz bardziej.
A najbardziej chyba podobał mi się tu Lysander xD Ma-mooo! Leo nic nie robi! będzie mi teraz siedzieć w głowie, a ja będę śmiać się z tego jak idiotka xD
A Kas... <3 Sposób, w jaki go opisałaś mnie oczarował. To, jak wkurzał się na Demona albo próbował się rozbudzić... Świetnie, cudownie, genialnie i jeszcze jakoś tam! (Wybacz, ale jest prawie dwudziesta druga, a ja od wczoraj choruję i nie umiem wymyślić innych przysłówków)

A, i błędy. Znalazłam kilka podwójnych spacji, wypisze je, ale proszę powiedz mi, czy mam to robić zawsze. W sumie to nie są to super ekstra istotne błędy, więc nie musiałabym.

Podwyższony poziom stresu dawał jednak  się we znaki wszystkim domownikom...

...aż ponownie wdepnął w stróżkę wody, która zdążyła już wypełnić wgłębienia między  wszystkimi kafelkami w pobliżu umywalki.

Cała atmosfera umykała mu wtedy gdzieś między brudnymi  ścierkami, środkami czystości i gumowymi rękawicami, których szczerze nienawidził.

Wszystkie jej włoski wyginały się dziwacznie na zewnątrz, a  główka ledwo trzymała się trzonka.

- Szlag  by to – warknął, biorąc porządny kęs kabanosa.

Lysander  spojrzał na brata, ale ten jedynie wzruszył ramionami.

Szczoteczka, którą szorował fugi wyglądała teraz ndwyraz żałośnie.

Demon ruszył we wskazane miejsce niechętnie z podkulonym nieco ogonem, jednak nie przestał skomleć.

Tak troszeczkę mi nie pasuje. Może lepiej by było z nieco podkulonym ogonem?

I to wszystko. Wiesz już, że jestem przewrażliwiona na punkcie podwójnych spacji, więc nie gniewaj się, że się czepiam ;_;


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
22/12/2012 - #3 

 

Wiem "delicjo", właśnie siedzę i poprawiam błędy, bo sama doszukałam się kilku. Niestety, zdublowane spacje wyskakują mi za każdym razem, kiedy wrzucam tutaj tekst. Troszkę mnie to irytuje, ale takie życie. Pewnie robię coś nieumiejętnie.
Dziękuję za miłe słowa i za to, że jak zawsze czytasz. Podkluonego ogona nie zmienię, ale cała reszta rad jest na waglę złota!


Ostatnio edytowany przez Rabi (22/12/2012)

 

[Konto usunięte] Posty: 829
Offline
22/12/2012 - #4 

 


Ostatnio edytowany przez SlodkiFlirt (08/04/2013)

 

Nieśmiała Posty: 381
Offline
22/12/2012 - #5 

 

Hahaha, rozumiem ich doskonale. U mnie już od dwóch dni wszyscy dostają pierdolca, a jeszcze Wigilii nie ma. Rozbawiłaś mnie tym wrzaskiem Lysandra. Takie słodkie kłótnie a' la "Mamo,a Krzyś mi zabrał łopatkę!", urocze big_smile .
Ała! Gumka recepturka? Przecież one strasznie dużo włosów wyrywają! D:
Błędy już moje przedmówczynie wyłapały, więc ja już tutaj nie będę się niepotrzebnie wysilać. Sama więcej nie zauważyłam.
Pozdrawiam i ... Nie tak zapracowanych świąt. wink


 

Gadatliwa Posty: 780
Offline
22/12/2012 - #6 

 

To jest świetne! Opisujesz sytuacje, które zapewne dzieją się w wielu domach w okresie przedświątecznym. Mam nadzieję jednak, że chłopcy w końcu spędzą te święta w spokoju i wesołej atmosferze. wink
Czekam na część drugą i pozdrawiam. smile


 

Nowa Posty: 91
Offline
23/12/2012 - #7 

 

Czekam z niecierpliwością na drugą część. Opowiadanie jest bardzo ciekawe i wciąga. ^-^


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #8 

 

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się, że spodoba wam się tekst napisany na takim spontanie, zwłaszcza że jest o niczym. Postaram się dodać drugą część przed Wigilią, ale zobaczymy jak wyrobię się z czasem. W razie gdyby mi się nie udało, życzę wam wszystkim Wesołych Świąt i wszystkiego tego, czego sobie zażyczycie smile


 

Dobra koleżanka Posty: 2489
Offline
23/12/2012 - #9 

 

Lysander w twoim tu szocie jakoś nie pasuje do tego, którego jako tako sobie wyobraziłam.
Podoba mi sam pomysł na szota związanego ze świętami, że aż wczoraj sama napisałam świąteczny kawałek.
Czekam na kolejną część z niecierpliwością.


 

Dobra uczennica Posty: 1530
Offline
23/12/2012 - #10 

 

Wiedziałam, że pojawią się takie komentarze: Nie wyobrażam sobie Lysa robiącego to i tamto. Pisałam już kiedyś o tym przy swoim innym opowiadaniu. Lysander to człowiek, chodzi do toalety, ma pryszcze i zapewne poranne stojaki po przebudzeniu. Szok, prawda? Pewnie nie sypia też w wiktoriańskich ciuszkach, kłóci się z bratem (zwłaszcza, że nie podałam wieku chłopaków) i skarży się na niego mamie. "Okkkej", w grze widzimy go jako arystokratę, co to tylko bułkę przez bibułkę, ale dajcie spokój. Trzeba mieć naprawdę ograniczoną wyobraźnię, żeby nie wpaść na to, że w domu każdy, podkreślam KAŻDY zachowuje się nieco inaczej.  W jednym z odcinków Lys nawet wybiera się na plażę! Szał i szok w jednym!
Dobra, starczy, bo moja reakcja jest w tym momencie przesadzona. Chyba jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Chodzi mi tylko o to, że gdyby wszyscy mieli identyczną percepcję świat byłby strasznie nudnym miejscem.

Pytanie o to, dlaczego Lys czyścił fugi szczoteczką do zębów nieco mnie zdziwiło. Dlatego, że tak można je wyczyścić najdokładniej. Przecież nie napisałam, że robił to czyjąś szczoteczką. Wyjął sobie fabrycznie nową z opakowania, albo zabrał ją Leo dla zabawy.
Zarzut do braku rodziny Kasa jest inwalidą. Wszystko wyjaśnię w drugiej części.
@Amarantha, zanim napiszesz mi, że rozśmieszył cię jakiś błąd, najpierw sprawdź czy jest on błędem. Polecam słownik języka polskiego, najlepiej nie taki internetowy. Słowo pomyślunek istnieje.


Ostatnio edytowany przez Rabi (23/12/2012)